Stanisław Piasecki: Twórca Nowoczesnej Polski

Dodane: 14 stycznia 2018 | 663 Odsłon

Jest śmiertelna, przejmująca cisza, cisza tak wielka, że słychać syk płonących na tle nocy pochodni. W dole skuta lodem Wisła, polska rzeka królewska, łącząca Beskidy z Gdańskiem. Przez most księcia Józefa idzie pochód żałobny. Zrywa się głuchy warkot werbli. Wysoko, na ramionach młodych w jasnych koszulach – prosta, metalowa trumna przykryta biało–czerwonym sztandarem, trumna ze zwłokami Romana Dmowskiego wracającego na spoczynek ostatni do rodzinnej Warszawy.

Pierwszy to pochód triumfalny Dmowskiego przez ulice stolicy, pierwszy – a już po śmierci. Za życia, choć rządził duszami w Polsce, unikał zawsze wszelkich ostentacyj. Nie pozwalał na nie. Służył ojczyźnie nie blaskiem imienia i stanowiska, ale pracą niestrudzoną. Wysuwał się na widownię tylko wtedy gdy uznawał to za niezbędnie konieczne. W chwilach narodzin niepodległości polskiej, której podstawy polityczne przygotowywał z żelazną konsekwencją od lat studenckich, poprzez wyganie w Mitawie, prezesurę Koła Polskiego w Dumie, organizowanie trójzaborowegu ruchu narodowego, aż do Komitetu Narodowego w Paryżu – znalazł się tam, gdzie wykreślano granice Polski, by walczyć o nie całą siłą swego umysłu i swojej woli.

Ale nie zdyskontował tych kanclerskich zasług stanowiskiem i zaszczytami w powstałym państwie. Bo – co już powiedział w r. 1903, w „Myślach nowoczesnego Polaka” – daleki był od mniemania, że z chwilą odzyskania niepodległości nastąpić może stan błogiego spokoju. Nie sięgnął po władzę, która byłaby tylko pozorem władzy. Tym mniej po zaszczyty. On, który postawił tezę, że państwo jest niezbędną formą narodu, ale treścią państwa jest naród, z całą świadomością obowiązków, jakie ta teza wyznacza, podjął w odbudowanym państwie, któremu wykreślił granice, dalszą walkę o typ duchowy narodu.

Urodziliśmy się Polakami. Ale Dmowskiemu zawdzięczamy, że jesteśmy Polakami nowoczesnymi. On wprzód stworzył pojęcie nowoczesnego Polaka, a potem zaczął Polaków w myśl tego pojęcia wychowywać.

Gigantyczne to było zadanie. Byliśmy przecież narodem potwornie zapóźnionym w rozwoju dziejowym. Już gdzieś od połowy XVII-go wieku datuje się załamanie psychiczne Polaków, które z nieubłaganą koniecznością doprowadzić musiało do załamania politycznego państwa. Saski okres barbaryzmu stanowił dno upadku. Odrodzeńcze próby z końca wieku XVIII-go, które w samym kształcie języka i literatury zaznaczyły się zerwaniem z napuszoną frazeologią bez pokrycia a nawrotem do prostoty wysłowienia i ścisłości myślenia, przyszły już zbyt późno by wyratować myśl polską. I rzecz charakterystyczna: Dmowski, który był świetnym znawcą literatury, ten właśnie okres najbardziej cenił, ten mu najbardziej psychicznie odpowiadał; całe satyry Krasickiego znał na pamięć i na języku osiemnastowiecznego klasycyzmu kształcił swój własny język, prosty, zwarty, pełen precyzji wyrażenia myśli. Późniejszy romantyzm, choć cenił, niezmiernie jego osiągnięcia w dziedzinie pogłębienia świadomości narodowej, był mu raczej obcy: za dużo w nim widział rozchełstania i krańcowej uczuciowości, nieskontrolowanej myślą. A przy tym: romantyzm polski żył całkowicie buntem przeciwko niewoli, w odruchach buntu się wyżywał. Dmowski zaś – i to w nim bardzo istotne – nie czuł się nigdy niewolnikiem, konieczność odzyskania niepodległości uważał za pewnik, myśl całą wytężał na znalezienie konkretnych dróg wiodących do niej. Czuł się niepodległym Polakiem na długo przed wojną. Uczył myślenia politycznego takiego samego, jakim żyją narody wolne; przekreślał zaściankowość zaborów; wychowywał już wówczas, przed odbudowaniem państwa nowoczesną psychikę polską. W latach wojny, na zachodzie, występował jak minister spraw zagranicznych Polski, choć jeszcze Polski nie był na mapie; ta postawa psychiczna była najmocniejszym atutem jego politycznego działania. Nie lubił nawet określenia: niepodległość, bo było w nim w formie negatywnej przypomnienie podległości; swą pierwszą książkę powojenną zatytułował: odbudowanie państwa.

W odbudowanym państwie nie szedł do władzy, można nawet powiedzieć, że się od niej usuwał, gdy można było ją osiągnąć jakimś kompromisem. Wybrał drogę dalszą, trudniejszą, cięższą, ale twórczą a nie mechaniczną: budowania poprzez naród nowoczesnej Polski.

W sformułowaniu prawd nowoczesnego nacjonalizmu wyprzedził zachodnioeuropejskie ruchy nacjonalistyczne; w określeniu metafizycznych podstaw wiążących nacjonalizm z religią poszedł dalej i głębiej niż one, uchronił nacjonalizm polski od tych wewnętrznych załamań moralnych, przez które przechodzi hitleryzm a w pewnym stopniu i faszyzm. Nie dożył ostatecznego zwycięstwa swej idei, urzeczywistnienia jej w państwie narodowym; pod tym względem polski nacjonalizm, którego Dmowski był wodzem, dał się innym wyprzedzić. Ale pamiętać trzeba, że w Polsce, kraju największego skupienia żydostwa na świecie i podporządkowanym od lat masonerii (uświadomienie roli żydostwa i masonerii – to także dzieło Dmowskiego), zadanie było szczególnie ciężkie. I pamiętać trzeba, że w kraju pod względem struktury, społecznej tak zapóznionym jak Polska, gdy się chciało tworzyć państwo narodowe, a więc państwo rządów narodu, a nie rządów nad narodem, trzeba było zabrać się wprzód do dokonania olbrzymiej pracy wciągnięcia mas chłopskich w świadome polityczne życie narodu. I nie można zapominać, że w kraju, który przeszedł przez niewolę, dużo jeszcze zostało psychiki z ciężkich czasów niewoli, wśród pokolenia starszego, że więc nowoczesny ruch narodowy trzeba było oprzeć przede wszystkim na młodych, a ci dopiero do sprawowania władzy dojrzeć musieli. W nich i przez nich tworzył Dmowski nowoczesną Polskę; tę, ktora jest już w sercach i umysłach młodego pokolenia i tę, która będzie integralnie, tak jak chciał, przez nich urzeczywistniona.

Gdy na cmentarzu bródzieńskim defilowały przed trumną Dmowskiego karne szeregi, młodzi ze wszystkich dzielnic Polski: górale, kurpie, opoczyniacy, krakowiacy, ślązacy, gdy łopotały proporce obozowe Wielkopolski i Pomorza, Ziemi Czerwieńskiej i Wileńszczyzny, Mazowsza i Podhala, gdy z prostych piersi chłopskich wyrywał się raz po raz stłumiony szloch – czuło się, że przed tą trumną, której nie uczciło państwo, defiluje Naród. I czuło się, że ten pogrzeb na cmentarzu biedoty warszawskiej, urasta do znaczenia symbolu Polski dzisiejszej. Polska jutrzejsza, ta którą Dmowski tworzył, z tej mogiły róść będzie.

Stanisław Piasecki

Tagi: , , , , , ,

Podobne wpisy:

  • 28 stycznia 2018 -- Ks. Kazimierz Lutosławski o odwiecznych wrogach Polski i Polaków
    Na fundamencie przeszłości budujemy przyszłość. Warto czerpać z doświadczeń i dorobku naszych poprzedników ideowych, zwłaszcza w kwestii zagrożeń dla Polski i Polaków. Przypomnijmy...
  • 11 listopada 2017 -- Roman Dmowski: Fundament potęgi Narodu i Polski
    Polityka narodowa jest systemem działań, mających na celu zachowanie i rozwój narodowego bytu. Zachowanie i rozwój narodowego bytu zależą od stanu wewnętrznego narodu i od jego poł...
  • 19 lipca 2017 -- Wojciech Wasiutyński: Przeklęty duch reformacji
    Dwa są prądy historyczne, różnie oceniające przyczyny upadku Polski w XVIII wieku. Oba mają rację i oba błądzą. Jeden twierdzi, że zgubił nas bezład i nasze własne wady narodowe, d...
  • 3 lipca 2017 -- Adam Gmurczyk: Bezhołowie
    Jest taka książka, do której wracam dość często. Nie po to, by szukać odpowiedzi na pytania dręczące Ludzkość, Kosmos czy kogokolwiek – i gdziekolwiek. I nie zaglądam do niej równi...
  • 15 lutego 2018 -- Stanisław Staszic: O szkodliwości żydów dla Polski i Polaków
    Do przyczyn wielkich nieszczęść narodu polskiego należą żydzi. Niebaczni przodkowie nasi od skończenia się domu Piastów, ciągle nie zważali na postęp cywilizacji Europy, ani użytko...

Komentuj tekst